Blog post

O relacjach z rodzicami. Co warto odpuścić, szczególnie w czasie świąt?

23 grudnia 2018Anna Ratajczak

Święta Bożego Narodzenia to już nie tylko święto religijne, ale część kultury naszych czasów. Prawie wszyscy jakoś obchodzą te święta, nie da się ich z resztą nie zauważyć lub nie mieć jakiegoś stosunku do nich. W czasie świąt głównie chodzi o spotkania z bliskimi. Kupujemy dla nich prezenty, gotujemy, czekamy, aż przyjadą lub sami wyruszamy w daleką podróż, żeby się z nimi spotkać.

Wielu z nas poza czasem spędzonym z żoną lub mężem, dziećmi i przyjaciółmi, odwiedza wtedy również swoich rodziców. Niektórzy z radością, inni z poczucia obowiązku. W czasie świąt wszystko jest trochę inaczej: bardziej się cieszymy, czekamy na coś, staramy się, jesteśmy wyrwani z codziennej rutyny, może zmęczeni przygotowaniami lub podróżą. Dużo ze sobą rozmawiamy, dowiadujemy się, co się dzieje u dalszych członków naszej rodziny. Zbliża się też koniec roku, co sprzyja refleksji, podsumowaniom i zadawaniu sobie egzystencjalnych pytań. W towarzystwie rodziców często również budzą się w nas nieprzepracowane uczucia i emocje z okresu dzieciństwa. Z tego powodu święta spędzone z rodzicami dla niektórych mogą okazać się pewnym wyzwaniem.

Relacja z rodzicami jest jedną z najważniejszych w naszym życiu. W buddyzmie mówi się, że kobiety mają najsilniejszy związek z ojcem, a mężczyźni z matką. To dzięki bardziej lub mniej świadomej decyzji rodziców żyjemy. Nosimy w sobie ich geny oraz w większości przypadków to z nimi spędziliśmy pierwszy, silnie kształtujący nas okres naszego życia. Więź ta jest tak silna, że każde dziecko i późniejszy dorosły, jest silnie uczuciowo związany ze swoimi rodzicami. Nawet wtedy, gdy sobie tego zupełnie nie uświadamia. Właśnie dlatego, że związek ten jest tak silny, ma duży wpływ na nas i nasze funkcjonowanie.

Większość z nas ma coś do zarzucenia swoim rodzicom. Sprzyja temu perspektywa przyjmowana w klasycznej psychologii i psychoterapii, poprzez którą patrzy się na rodziców, jako na tych, którzy są w pewnym sensie winni, tego, jacy jesteśmy. Wielu z nas uważa, że nasi rodzice powinni być po prostu inni i inaczej się zachowywać. Według ustawień systemowych, nie akceptując własnego rodzica, w pewnym sensie odrzucamy też część siebie, ponieważ to z niego powstaliśmy. Ma to daleko idące konsekwencje w naszym życiu. Nasz wewnętrzny obraz rodziców i zgoda lub jej brak na nich, może mieć wpływ na wiele aspektów naszego funkcjonowania: poczucie szczęścia, poczucie własnej wartości, związki miłosne, sukcesy zawodowe, uzależnienia, zdrowie, wygląd naszego ciała. Na przykład: kobieta, która nie szanuje swojej matki, prawie zawsze, nawet tego nie zauważając, staje się taka jak ona. Przykład drugi: kobieta, która nienawidzi swojego ojca alkoholika, wiąże się z mężczyzną, który również okazuje się alkoholikiem. W odniesieniu do mężczyzn przykłady te są analogiczne. Żeby od czegoś odejść, trzeba najpierw się z tym wewnętrznie pogodzić. Tak długo, jak z czymś w naszym życiu walczymy, staje się to coraz silniejsze. Dlatego zachęcam do spojrzenia na własnych rodziców w te święta z większą wyrozumiałością. Nie ma tu znaczenia, czy oni żyją oraz czy mamy z nimi kontakt. Ważne jest tylko to, jaki mamy do nich stosunek w naszym wnętrzu.

Walka o to, żeby nasi rodzice się zmienili, jest trochę jak walka o życie na innej planecie. Z góry skazana na porażkę. Taka walka może kosztować dużo energii i pojawia się w niej wiele emocji, które psują atmosferę wokół. Rozważając, jak trudno jest zmienić samego siebie, można szybko zrozumieć, jakie mamy szanse zmienić swoich rodziców.

Większość rodziców kocha swoje dzieci i stara się pełnić swoją rodzicielską funkcję jak najlepiej. Jeśli im się to nie udaje, to zazwyczaj dlatego, że sami są z jakiegoś powodu nieszczęśliwi. Badania psychologiczne dowiodły też, że zazwyczaj przeceniamy wolną wolę człowieka. Wydaje nam się, że jeśli ktoś chce, może się zmienić i zacząć zachowywać się inaczej. W rzeczywistości jednak posiadamy określony genotyp, nieustannie rozwijamy nasz system norm i wartości w procesie socjalizacji oraz mamy silne tendencje do określonych zachowań i reakcji, przejęte od naszych przodków. Jeśli ktoś wierzy w reinkarnację, może do tego dorzucić głębokie nawyki i tendencje w umyśle, które towarzyszą mu od być może bardzo dawna. Czy łatwo jest zareagować po raz pierwszy inaczej w danej sytuacji? Czy łatwo jest zmienić nawyk, który kultywuje się codziennie od 20 lat? Czy łatwo jest wpłynąć na to, jakie myśli się pojawiają w naszej głowie? Czy mamy wpływ na to, jakie emocje się w nas pojawiają? Czy wystarczy powiedzieć sobie: nie denerwuj się, żeby się nie zdenerwować? Nasza wolność jest ograniczona.

Duże znaczenie ma tu także stopień straumatyzowania naszego społeczeństwa. Pokolenie, które przeżyło wojnę, musiało odciąć się od swojego czucia, żeby przetrwać. Nie da się wyłączyć czucia bólu i zostawić zdolność przeżywania pozytywnych uczuć, więc takie osoby w ogóle przestawały czuć. W wielu przypadkach nasi rodzice zostali wychowani właśnie przez naszych głęboko straumatyzowanych dziadków, którzy poprzez swoją ograniczoną emocjonalną dostępność, nieświadomie przekazali im część tej traumy, a oni w pewnym stopniu nam. W ustawieniach systemowych widać, że jesteśmy pierwszym pokoleniem po wojnie, które w ogóle ma szansę to sobie uświadomić i z tym pracować.

Oczywiście możemy się rozwijać i zmieniać. Spokojnie można jednak przyznać, że jest to dość trudne. Żeby coś zmodyfikować w swoim funkcjonowaniu, trzeba też tego chcieć. Jeśli masz dzieci, wyobraź sobie, że Twoje o 30 lat od Ciebie młodsze dziecko mówi Ci, że coś robisz źle i powinieneś się zmienić albo próbuje Ci przekazać określony światopogląd i związane z nim wartości. Czy jesteś w stanie przyjąć taką radę lub taki przekaz od swojego dziecka? A może raczej poczujesz się nieszanowany w wystarczającym stopniu? Z punktu widzenia ustawień hellingerowskich jest to sytuacja, w której doszło do odwrócenia pewnego porządku. Możemy wychowywać i pouczać swoje dzieci, ale nie swoich rodziców! Nawet jeśli wydaje nam się, że wiemy, co nasi rodzice powinni zmienić w swoim zachowaniu, żeby żyć bardziej szczęśliwie, to nie jest nasze zadanie. Zarówno my, jak i nasi rodzice, będziemy szczęśliwsi i spokojniejsi, jeśli zaczniemy traktować ich właśnie jako tych, którymi są – naszymi rodzicami i będziemy się odnosić do nich z pełnym szacunkiem.

W ustawieniach systemowych często widać, że nawet osobom, które zostały oddane do adopcji lub doświadczały jakiegoś rodzaju przemocy ze strony rodziców, uznanie rodziców przynosi ulgę. Nie chodzi o to, żeby usprawiedliwiać czyjeś zachowania, ale raczej o to, żeby nie walczyć z faktami. „Tak, ta kobieta, taka, jaka jest, jest moją matką. Tak, ten mężczyzna, taki, jaki jest, jest moim ojcem. To z nich powstałam/powstałem. Tak zaczęło się moje życie”. Tak naprawdę każde dziecko kocha swoich rodziców, czasem im trudniejsza relacja z rodzicem, tym silniejsza więź.

Zachęcam Was, żebyście w te święta popatrzyli na swoich rodziców trochę inaczej. Żebyście uszanowali ich los. Żebyście się zgodzili na nich takich, jakimi są. Pogodzili się z tym, że niektóre rzeczy nigdy się już nie zmienią oraz z tym, że niektórych rzeczy od rodziców nigdy już nie dostaniecie. Życie każdego z nas jest inne – to niepowtarzalny zestaw doświadczeń. Nawet jeśli przeżyliśmy coś trudnego, to właśnie to może stać się naszą siłą. Tylko wychodząc z roli dziecka, które czegoś się domaga, można dorosnąć i w pełni zwrócić się ku swojemu życiu. Czego nam wszystkim z okazji zbliżających się świąt z głębi serca życzę!

 

 

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Prev Post Next Post